Pani Ewa Szymańska jest właścicielką szwalni, z którą współpracujemy od dawna. Powstało u niej wiele, wiele naszych sukienek, bluzek, spódnic, spodni, płaszczy… Bliska relacja z osobą, która troszczy się o idealne wykonanie naszych rzeczy, jest dla nas szczególnie ważna w czasach, gdy kupuje się coraz więcej ubrań z anonimowych fabryk w odległych miejscach. Pani Ewa znalazła chwilę, by z nami porozmawiać.



Pani Ewa Szymańska o…


… bananowych latach 70.

Pierwszą rzecz uszyłam dla siebie, w latach 70., nieco wzorując się na stylu Maryli Rodowicz. W Łodzi, gdzie studiowałam, z oczywistych przyczyn było sporo sklepów z tkaninami, dużo się wtedy szyło. Używałam babcinej maszyny Singera, ale nie zmechanizowanej, tylko napędzanej nogą. Była to spódnica tzw. bananowa, czyli uszyta z ukośnych klinów w kształcie bananów. Nosiłam do niej kapelusz z granatowego sztruksu, też własnej roboty. Zadawałam w niej szyku na osiedlu studenckim.



Naprzeciwko pracowni pani Ewy mieści się XIX-wieczna stalownia

… braku rąk do pracy

Moje pracowniczki – są to w ogromnej większości kobiety – pracują w zawodzie od kilkudziesięciu lat. Kolejne przechodzą na emeryturę. Ja chętnie zatrudniłabym nowe osoby, ale zwyczajnie nie mam kogo. Myślę, że to kwestia braku odpowiednich szkół – do pracy w szwalni trzeba mieć przygotowanie. Chciałam nawiązać współpracę z warszawskim liceum krawieckim, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło, młode dziewczyny chyba wolą pracę w pracowniach projektantów.



… pracy w szwalni od kuchni

Praca jest u mnie podzielona na odcinki. Do każdego odcinka jest przypisana grupa pracowniczek, które w miarę potrzeby sobie pomagają. Na początku jest krojownia, czyli miejsce, gdzie odrysowujemy na tkaninach szablony otrzymane od projektantów i bardzo ostrożnie wycinamy je za pomocą wielkich mechanicznych noży. Wycięte kawałki tkanin wędrują do zszycia. Tam ubrania nabierają kształtu.



Co jakiś czas, jeśli trzeba, robi się podprasówki, czyli prasuje się elementy, które później zostaną zszyte i nie będzie do nich dostępu. Potem jest wykończenie, czyli obszywanie dziurek, przyszywanie guzików, haftek. Do guzików, dziurek i wielu innych rzeczy mamy maszyny, ale np. aplikacje trzeba naszywać ręcznie. I na koniec prasowanie „na gotowo”, przyszywanie metek, sprawdzanie, czy wszystko jest w porządku i pakowanie.


… szyciu dla księżniczek

Najbardziej niesamowita rzecz, jaką uszyłam, to sukienki dla arabskich księżniczek – długie i skromne, z parzonej wełny. Do tego kaszmirowe spodnie. Były także długie szaty z bardzo strojnej, brokatowej tkaniny, przypuszczam, że były to galabije, czyli ubrania dla mężczyzn.




… pracy u Barbary Hoff

W latach 80. w pracowni Barbary Hoff koordynowałam produkcję. Praca u Hoff otwierała wszystkie drzwi w Warszawie. Nasza firma, Hoffland, była częścią struktury Domów Towarowych Centrum, a szyły dla nas spółdzielnie pracy w całej Polsce. Hoffland szył ogromne ilości ubrań: milion metrów tkaniny rocznie, około 500.000 sztuk odzieży. Modeli było sporo, dodatkowo powielane były w wielu kolorach i rodzajach tkanin. I za tym wszystkim stała jedna osoba – Barbara Hoff.




… amarantowych paznokciach

Pamiętam, że pewnego dnia przyszłam do pracy z paznokciami pomalowanymi na amarantowo. Był to niezwykle wówczas modny kolor. Barbara Hoff zachwyciła się tym odcieniem. Zleciła jednej z łódzkich fabryk włókienniczych ufarbowanie tkaniny specjalnie dla Hofflandu na kolor moich paznokci. Potem przykładałam rękę do beli i sprawdzałyśmy, czy kolor się zgadza. Było to w czasach, kiedy na ulicach nagle wybuchła orgia kolorów: róże, czerwienie, turkusy, fiolety, błękity. Ulica pełna była kolorowych ptaków.



Pani Ewo, dziękujemy!

Zabudowania XIX-wiecznej stalowni naprzeciwko szwalni pani Ewy
Produkt dodany do listy życzeń
Produkt dodany do porównania